poniedziałek, 4 marca 2013

Video uno

Dzisiaj będzie po raz pierwszy o filmie.  Takim, który miał być zmarnowanym potencjałem świetnego scenariusza, a okazał się hipnotyzującą, dwupłaszczyznową historią  zbrodniarzy dwóch epok...
<<werble>>
"Cezar musi umrzeć"

Do ubiegłego tygodnia za najlepsze we Włoszech uznawałam jedzenie i Dolomity i absolutnie nie kojarzyłam ich z żadnymi dobrymi produkcjami filmowymi (nie licząc "Ojca chrzestnego", ale włoskie to było najwyżej w połowie). Nie sądzę, by Italia kiedykolwiek stała się stolicą kina europejskiego, ale ten film to arcydzieło.
Akcja rozgrywa się w więzieniu o zaostrzonym rygorze. W ramach resocjalizacji osadzeni biorą udział w teatralnym projekcie, spektaklu "Juliusz Cezar" na podstawie Szekspirowskiej tragedii. Przygotowania zajmują im każdą wolną chwilę i bez reszty pochłaniają ich myśli. Brutalni przestępcy na scenie zmieniają się we wrażliwych, utalentowanych aktorów, a role zdają się być stworzone dla ich pokręconych osobowości.
Nie wiem, czy było zamiarem twórców, by widz nie odróżniał momentami gry od rzeczywistości, ale ja tak to właśnie odebrałam. Nawet jeśli wynika to tylko z mojej ubogiej wiedzy filmowej i słabego kojarzenia faktów, obraz jedynie na tym zyskał. Poza tym trwa on zaledwie nieco ponad godzinę, co w dobie dłużących się, 2,5-godzinnych filmów uchodzi moim zdaniem za ogromną zaletę i pozwala bardziej skupić się na analizie już po obejrzeniu filmu. Polecam na dżdżyste, piątkowe wieczory ;)



1 komentarz:

  1. no i miło się słucha, tak dla odmiany, innego języka niż angielski, oglądając film :D więc z tego względu też polecam!

    OdpowiedzUsuń