Tytułów typu: "Atak pająków", "Śmiercionośne zaskrońce" lub "Epidemia gruźlicy" zawsze skutecznie unikałam, czy to w filmie, czy też w książkach. Dlatego kiedy usłyszałam, że "Inwazja jaszczurów" to jedno z najwybitniejszych dzieł literackich w ogóle, zaczęłam głęboko wątpić w ludzki gust literacki.*Jednak "Nie oceniaj książki po okładce", jak mówią, a tytuł to też okładka, więc by wydać ostateczny osąd, musiałam odwołać się do informacji z wikipedii. Okazało się, że Jaszczury to nie po prostu jakaś jedna z pierwszych kiepskich powiastek sci-fi, a doskonale przemyślana satyra na kapitalizm, konsumpcjonizm, kolonializm i wszystkie inne możliwe '-izmy' powszechne na krótko przed II wojną światową.
Dopiero kilka miesięcy później Jaszczury wreszcie wpadły mi w ręce i od pierwszych stron zauroczona byłam trafnością spostrzeżeń Karela Čapka. Kompletnie nie rozumiem, czemu takie dzieła nie są omawiane w szkołach i tak trudno je gdziekolwiek dostać. Jeśli kiedykolwiek natkniecie się na tę książkę, nie przechodźcie obok niej obojętnie. Mimo nędznego tytułu i nieco archaicznego stylu jest to bezdyskusyjnie ponadczasowe dzieło z niejednym przesłaniem.
* Na miejscu autora zabiłabym tłumacza za ten tandetny tytuł, chociaż może w latach 30/40-stych tego typu nazwy nie były jeszcze kojarzone z niskobudżetowymi horrorami.
Jako autentyczna humanistka chyba mam przesyt wszystkich "-izmów" na co dzień, więc póki co wybieram domową, lekką rozrywkę, ale po jaszczury może kiedyś sięgnę, bo tytuł brzmi niewątpliwie intrygująco!
OdpowiedzUsuń