wtorek, 9 kwietnia 2013

Chłopcy z problemami, czyli jak to się robi w UK i USA

Dziś mam dla was 2 dosyć nowe filmy z dwóch stron Atlantyku, które łączy jedno, a mianowicie główny bohater z zaburzeniami psychicznymi.

THE PERKS OF BEING A WALLFLOWER (2012)


Głównym bohaterem tej amerykańskiej produkcji jest cierpiący na chorobę psychiczną nastoletni Charlie. Chłopak właśnie wkracza w licealne progi, gdzie niespodziewanie zaprzyjaźnia się z nietypowym rodzeństwem maturzystów i ich równie ekscentrycznymi znajomymi- kleptomanką, ćpunem i punk-buddystką. Liceum to dla Charliego czas pierwszej miłości, eksperymentów z narkotykami, a także próba zmierzenia się z mroczną przeszłością, która nadal utrudnia mu prowadzenie normalnego życia.
Niewątpliwą zaletą filmu jest obsada. Aktorzy odgrywający główne role mimo młodego wieku mogą pochwalić się już sporym doświadczeniem w branży. W scenariuszu nie brak także humorystycznych scen, które przeplatają się wraz ze smutną historią Charliego, wywołując na zmianę łzy i uśmiech na naszej twarzy. Soundtrack stanowią natomiast stare, dobre utwory, między innymi "Asleep" zespołu The Smiths.


SUBMARINE (2010)

Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie, czy Oliver cierpiał oficjalnie na jakieś schorzenia psychiczne, bo w małej nadmorskiej miejscowości, jaka została tu przedstawiona, ciężko byłoby wyróżnić jakąkolwiek normalną postać. Matka chłopaka romansuje z lokalnym mistykiem, ojciec oceanograf kocha już tylko swoją pracę, a dziewczyna, Jordana, czerpie perswazyjną przyjemność z dręczenia nie tylko klasowej ofiary, ale również swojego chłopaka. Fabuła zdaje się być kalką niejednego scenariusza- mowa tu głównie o problemach, jakie stoją przed dorastającym człowiekiem. Trzeba jednak przyznać, że nas, młodych, taka tematyka nie nudzi.
Ten film jest zdecydowanie bardziej specyficzny, a przez to zapewne dużo mniej przystępny dla wielu widzów. Ma jednak mocne strony, które każdy powinien docenić: piękny akcent aktorów, malownicze kadry i ścieżkę dźwiękową zdominowaną przez Alexa Turnera, frontmana Arctic Monkeys.

 

Oba filmy, tak różne, a zarazem podobne, są godne polecenia. Który lepszy? Osądźcie sami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz