1. Between two lungs- Florence + the Machine
Płyta ta w zasadzie należy do mojej mamy, kupiłam ją jej na Gwiazdkę chyba 2 lata temu, ale wkrótce po tym sama zakochałam się w tej muzyce i obecnie album zdobi moją kolekcję.
Kariera Florence znacznie rozwinęła się od czasu premierowej płyty, chyba każdy jest już zapoznany z twórczością tej rudowłosej Brytyjki i niejednemu zapewne się ona przejadła, ale ja wciąż znajduję w tych piosenkach coś nowego. Moja niezmiennie ulubiona:
2. Ceremonials- Florence + the Machine
Ta płyta już definitywnie należy do mnie, tym razem to mama kupiła ją mi, na zeszłoroczną Wielkanoc. Album ten jest co prawda bardziej patetyczny niż poprzedni, a przez to nieco męczący, ale Florence daje tu niezły popis swoim głosem. Za pozostałość starego, dobrego stylu z poprzedniej płyty uważam:
3. Blood pressures- The Kills
Tę płytę kupiłam sobie sama, żywiąc nadzieję, że kiedyś poznam Alison Mosshart i poproszę ją o autograf. Najnowszy album zespołu uważam za najlepszy w ich dorobku, jest zdecydowanie najbardziej dopracowany i przemyślany. A jako namiastkę ich twórczości proponuję piosenkę 'The last goodbye'. Kiedy po raz pierwszy ją usłyszałam, dosłownie popłakałam się, choć chwilę wcześniej byłam w doskonałym humorze. To jest właśnie moc The Kills!
4. Blunderbuss- Jack White
Oto kolejny prezent, tegoroczny świąteczny od mojego braciszka. Młody zna się na muzyce.
Jack White nagrał na tej płycie to, z czego doskonale już go znamy, ale nie uznaję tego za wadę. To chyba jedyny człowiek z Nashville (tak, światowej stolicy country -.-), którego muzyka do mnie trafia. Może to przez te jego polskie korzenie ;)
5. Drive- sountrack filmu zebrany przez Cliffa Martineza.
Film "Drive" ma dwa zasadnicze atuty: Ryana Goslinga i ścieżkę dźwiękową. Pan Martinez odwalił kawał dobrej roboty [jego doskonały muzyczny zmysł można też podziwiać w nowym filmie Spring Breakers (w zasadzie w tym filmie oprócz muzyki niewiele pozostaje do podziwiania), do którego muzykę ułożył wraz ze Skrillexem.] Na płycie przydałoby się mimo wszystko więcej prawdziwych utworów, bo po pierwszych pięciu słuchamy już tylko typowej ścieżki dźwiękowej, ale klimat pozostaje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz